Jak bardzo ryzykują policjanci? Przekonaliśmy się na własnej skórze – dziennik bałtycki

0
613
views
Gdybyście wcielili się w rolę policjanta na interwencji, już nigdy nie nazwalibyście go „psem”. I nie śmialibyście się, że czasami do obezwładniania używają nawet… mopa.
 
 Dostaliśmy wezwanie na interwencję. Przed wejściem „na kwadrat” dowiedzieliśmy się tylko, że odbywa się tam libacja. Pomimo tego, że to już kolejna interwencja tego dnia, wciąż odczuwam pewien niepokój. W końcu przecież nikt nie jest w stanie przewidzieć, z kim możemy mieć tym razem do czynienia. Dostajemy się do mieszkania, w którym zastajemy dwóch mężczyzn. Wymieniamy kilka zdań, z których kolejne stają się coraz bardziej niecenzuralne. Nie sięgam po broń. Wydaje mi się, że cały czas nie ma takiej konieczności. W pewnym momencie jeden z mężczyzn zaczyna się do mnie zbliżać. Dopiero po chwili zdaję sobie sprawę z tego, że w ręce trzyma nóż. Sięgam po broń. Nie zdążę… W moim brzuchu siedzi już ostrze. Nie mam pojęcia, co się dzieje z moim partnerem.
 
Szczęśliwie, nie jest to kolejna interwencja w rzeczywistości, a jedynie inscenizacja. – Na Zachodzie często zaprasza się dziennikarzy do udziału w takich inscenizacjach, aby zobaczyli, jak wygląda praca policjanta – komentuje policjant zrzeszony w ramach PMF*. – W ten sposób możemy nie tylko zapoznać społeczeństwo z podstawowymi zasadami rządzącymi interwencjami policyjnymi, lecz również pokazać, jakie zagrożenia wiążą się z pracą funkcjonariusza.
 
To brutalna rzeczywistość, a nie amerykańska produkcja
 
Zanim sami wcieliliśmy się w rolę policjantów, zobaczyliśmy kilka scenek z udziałem funkcjonariuszy. Podzielili się na dwie grupy: jedni byli pozorantami – napastnikami, drudzy starali się jak najlepiej sprawdzić się jako funkcjonariusze. Odegrali przy nas kilka scenek. W niektórych pozorant nie stawiał żadnego oporu. Wówczas nie były to aż tak spektakularne akcje – na rozkaz policjantów kładł się na ziemię, po czym był zakuwany w kajdanki i wyprowadzany z pomieszczenia. Ot, zwykłe zatrzymanie, z masą okrzyków – mogłoby się nawet wydawać, że zupełnie zbędnych.
Jednak, wraz z oglądaniem kolejnych inscenizacji, zmieniał się również nasz punkt widzenia. Tym razem pozorant nie reagował na rozkazy policjantów i stawiał opór – niekiedy były to tylko pięści, jednak w niektórych przypadkach pojawiała się atrapa noża. Wykorzystywany był na różne sposoby – nie tylko do szarży na policjantów. W jednej ze scenek pozorant przyłożył sobie atrapę noża do gardła, grożąc policjantom, że odbierze sobie życie.
– W naszej pracy naprawdę spotykamy się z takimi sytuacjami. Prawda jest taka, że nigdy nie wiesz, co może się wydarzyć – komentuje jeden z policjantów biorących udział w inscenizacji.
Za każdym razem, z mniejszym lub większym sukcesem, funkcjonariuszom udawało się obezwładnić pozorantów. W końcu przyszedł czas na to, abyśmy my – dziennikarze – spróbowali wcielić się w rolę policjantów.
 
Na decyzję masz tylko kilka sekund
 
Nie wiedzieliśmy, co znajduje się w scenariuszu. Nasze zadanie wydawało się błahe – mieliśmy podjąć decyzję, czy zdecydujemy się na użycie broni (i przy takiej ewentualności skorzystać z niej).
W każdej ze scenek stykaliśmy się z napastnikiem, który był w posiadaniu noża. I nie groził, że pozbawi się życia. Za każdym razem jego celem było wyrządzenie nam krzywdy. Niekiedy, pod pozorem sięgania po dokumenty, wyciągał z którejś z kieszeni atrapę noża, aby w kolejnym ułamku sekundy nacierać na nas.
Podobnych scenek odegraliśmy kilka. Każda kończyła się w ten sam sposób – gdyby napastnik posługiwał się nie atrapą, a nożem, krwawilibyśmy obficie. Za późno podejmowaliśmy decyzję o sięgnięciu po broń. Nie wykorzystaliśmy swoich kilku sekund.
 
 Improwizuj. Korzystaj z… mopa
 
W ostatnich tygodniach głośno było o kilku interwencjach policjantów w tym o akcji przy ulicy Noakowskiego w Warszawie. W internecie pojawiło się wideo dokumentujące zajście. Widać na nim, jak policjanci próbują obezwładnić mężczyznę wymachującego nożem, za pomocą mopa, roweru i pałek. Reakcja jest natychmiastowa – w sieci rozlewa się całe morze hejtu, komentarzy o nieudolności policjantów.
 
– Nie wstydzę się tej interwencji. Najważniejszy w policyjnej akcji jest skutek – komentuje przedstawiciel facebookowej grupy PMF. – W tym przypadku pałki nie zapewniały wystarczającego zasięgu, umożliwiającego ochronę się przed atakami i obezwładnienie mężczyzny. Aby odebrać temu człowiekowi jego broń, a więc nóż, należało improwizować. Policjant musi adaptować się do otoczenia, w którym w momencie interwencji znajduje się. Improwizuje. Ci funkcjonariusze zrobili wszystko, co było w ich mocy. Użyli jak najmniej dolegliwych środków, aby nie wyrządzić temu mężczyźnie krzywdy. Jeżeli to właśnie mop miałby komuś uratować życie, to ja nigdy nie wstydziłbym się użycia właśnie tego sprzętu.
 
Zastanów się, zanim kolejnym razem nazwiesz funkcjonariusza „psem”
 
Jak stwierdzają policjanci z PMF, słuchanie obelżywych zwrotów w stosunku do pełnionej przez nich funkcji, to codzienność. – Stykamy się z całą gamą wyzwisk. Parę lat temu sąd rejonowy uznał, że słowo „pies” nie jest terminem obraźliwym, gdy jest stosowane w stosunku do policjanta – komentuje przedstawiciel PMF. – Nikt w naszym kraju nie ma prawa być znieważany w związku z funkcją, którą pełni. A jak jest w rzeczywistości? Nie mówi się o tym, ilu osobom uratowaliśmy życie. Ale mówi się o nas „psy”. I używa wielu nieciekawych epitetów.
 
Choć pewne było, że w czasie inscenizacji nic nie ma prawa nikomu z nas się stać (korzystano z atrapy noża, a broń nie była naładowana), przy każdej kolejnej interwencji, jeszcze przed przekroczeniem progu drzwi, za którymi znajdowali się pozoranci, odczuwaliśmy pewien niepokój. Kilkugodzinny kontakt z namiastką tego, co robią policjanci, uzmysłowiło nam, jak bardzo niebezpieczna jest ta praca. Zastanawiam się, czy ci, którzy mają odwagę krzyczeć do policjanta „pies”, byliby również wystarczająco odważni, aby zmierzyć się z wyzwaniami, które są dla nich codziennością.
 
* PMF, czyli Policja Mundur Formacja
 
Fanpage PMF (to skrót od zestawienia słów Policja Mundur Formacja), obecnie skupiający ponad 18 tys. użytkowników Facebooka, powstał jako reakcja szeregowych policjantów, którzy nie reprezentują oficjalnego stanowiska policji, na szerzącą się w mediach społecznościowych antypolicyjną propagandę kibolską. Policjanci nie tylko zrzeszają się w świecie wirtualnym, lecz również, na własną rękę, doszkalają się w świecie rzeczywistym – nie tylko ćwiczą potencjalne interwencje, lecz również strzelanie. Podglądaliśmy również policjantów w czasie treningu na strzelnicy. Jak sami przyznają – w czasie takiego spotkania wystrzelają więcej amunicji niż przeciętny policjant w ciągu całego roku. Funkcjonariusze rokrocznie muszą dwukrotnie uczestniczyć w szkoleniach z korzystania z broni. Jednak, zwykle, mają one niewiele wspólnego z tym, jak wygląda trening, w którym uczestniczą policjanci z PMF.