Jak to jest z tymi dochodzeniowcami?

Jak to jest z tymi dochodzeniowcami?

5 września 2017 5 By Redaktor

Zacznijmy…

Wydziały, sekcje czy referaty dochodzeniowo-śledcze lub ogólnie nazwane kryminalnymi to nie sama nazwa, za tym wszystkim kryje się “sztab” ludzi ale należy rozgraniczyć dochodzeniówkę, od kryminału jednak jedno wynika z drugiego.

Skupmy się tylko na pionie dochodzeniowym, ludzie pracujący przy “kwitach” to tytani pracy, nie wszyscy ale większość. Ktoś, kto trafia do dochodzeniówki z przypadku nie może być dobrym dochodzeniowcem. Podobnie jest przecież z pracą w patrolu czy innym wydziale, nie czujesz roboty, to: a) psujesz robotę sobie i męczysz się, b) psujesz robotę innym i męczysz ich.  Wydziały dochodzeniowo-śledcze powinny gromadzić specjalistów, ludzi, którzy chcą się rozwijać w kierunku prawa karnego, chcą się w to angażować i przede wszystkim rozumieją to czego dotyczy ta praca. Z uwagi na braki kadrowe w niemalże każdej komórce Policji ( poza KGP – tak mi się wydaje), przy kwitach sadza się ludzi ” z łapanki”, tych, którzy zrobią wszystko by się przenieść z Oddziału i tych, którzy mają po prostu dość “ulicy”, bo myślą, że dochodzeniówka to siedzenie w ciepłym pokoiku, przy biureczku i z kubkiem kawy. Niestety znane powiedzenie mówi: “

http://pl.memgenerator.pl/mem-image/mam-ci-podyktowac-kodeks-karny-pl-ffffff

wszędzie dobrze tam, gdzie nas nie ma” i faktycznie tak jest ale o tym później. Przepracowałem “za biurkiem” już kilka lat, trafiłem tam z przypadku jak prawie każdy kogo znam, z przyczyn, które opisałem wyżej. Dzisiaj z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że bez zaangażowania nie da się pracować w dochodzeniówce, jest to niewykonalne. Jeśli w ciągu kilku miesięcy po objęciu stanowiska nie poczujesz tej “chemii” między Tobą, a tą robotą, to lepiej kombinować by się przenieść, chociaż każdy z nas doskonale wie, że to już nie jest takie proste i trzeba się męczyć w imię “swojego nowego bytu” czy lepszego? raczej nie. Z drugiej strony jeśli czujesz, że ta robota, potocznie mówiąc, leży Ci to pamiętaj aby nie poddawać się, po pierwszej skardze, po pierwszym wytyku z Prokuratury, czy po pierwszej nie koniecznie pomyślnej kontroli. Wiem, że to zabrzmi dość nieracjonalnie ale mimo wielu godzin czytania w pracy, czytaj w wolnej chwili aktualne przepisy i komentarze ale nie w sprawach oczywistych jak kradzież z pomieszczenia piwnicznego czy uszkodzenie samochodu tylko w sprawach bardziej skomplikowanych jak rozbój, wszelkie oszustwa internetowe itp. To Ci pozwoli nabyć wiedzę, którą wykorzystasz w odpowiednim momencie i nawet się nie zorientujesz, że to zrobiłeś, bo będzie to dla Ciebie oczywiste.

 

“Myślę, że to profesjonalizm.”

Zatrzymałeś ” na gorąco” kogoś tam, chcesz lub nie chcesz robisz jakiś tam wynik. Wypadkową tego wszystkiego jest masa kwitów i przedewszystkim przesłuchanie w charakterze świadka. Zwykle jest tak, że przyjeżdża patrol z człowiekiem i chcą go jak najszybciej oddać i jechać dalej w świat. Jeśli warunki na to pozwalają i dochodzeniowiec jest na miejscu to warto poczekać, dać się przesłuchać, trwa to do 30 minut jeśli sprawa nie jest skomplikowana. W przypadku kiedy nie ma możliwości ogarnięcia tego na miejscu, no cóż przyjdzie nam stawić się na przesłuchanie w innym terminie, nie koniecznie nam pasującym i możliwe, że w wolnym czasie, a dochodzeniowiec będzie wydzwaniał, będzie pytał kierownika, naczelnika i nie daj Boże komendanta ( a zdarzały się takie przypadki – szkoła dla opornych). To nie jest wizyta u dentysty i nie trzeba się bać. Wiem, że zawsze wszystko jest ważniejsze od przesłuchania, które tak na prawdę jest zwykłą formalnością w sprawach nieskomplikowanych.  A co jeśli sprawa jest skomplikowana? A no właśnie wracamy do początku i wraca zasada, że warto poczekać ( choćby po godzinach, w miarę rozsądku oczywiście) i dać się przesłuchać.

http://klientomania.pl/wp-content/uploads/2017/01/badz_profesjonalista-990×556.png

Jedna z zasad pracy dochodzeniowca mówi, że świadek najwięcej powie Ci chwile po zdarzeniu, później będzie mówił co mu się wydaje lub co sobie wymyśli, co niekoniecznie jest bliskie faktom. Policjant jest takim samym świadkiem jak inny obywatel, według mnie ma bezgraniczne zaufanie ale tylko wtedy gdy nie zmyśla, a to da się wyczuć i szybko skorygować. Jeśli raz mnie oszukasz, będziesz traktowany jak zwykły obywatel, bez zaufania w sprawach kryminalnych, a ja będę opierał się tylko na faktach zgodnie z literą. Z zasady nie wierzę obywatelom, nawet jeśli są pokrzywdzonymi. Można powiedzieć “jak to? przecież ktoś mu zrobił krzywdę”. Fakt, nie neguję ale trzeźwe myślenie i wyłapywanie faktów i kojarzenie szczegółów pozwala więcej osiągnąć niż słuchanie lamentów. Nie oznacza to, że nie okazuję empatii czy wsparcia, robię to ale tak bym osiągnął zamierzony cel i uzyskał jak najwięcej “surowych” informacji. Myślę, że to profesjonalizm. Tak, staram się być profesjonalny.

Dochodzeniowiec też człowiek

Za otoczką masy papierów i wielu “niepotrzebnych” czynności stoją ludzie, którzy w większości też pracowali “na ulicy” i doskonale wiedzą co sobie myślisz kiedy oni siedzą i klepią w klawiaturę. Z perspektywy “zza biurka” to wszystko wygląda zupełnie inaczej. Każdy z nas ma jakieś tam obowiązki i czynności, które są określane jako “must be” i koniec. Porównywanie zakresu obowiązków prewencjuszy, dzielnicowych, dochodzeniowców i kryminalnych jest conajmniej nie miarodajne, bowiem są one tak skrajne między sobą, a  przedewszystkim zupełnie niepotrzebne. Czy jedno przesłuchanie/rozpytanie jest równe jednej załatwionej interwencji? Czy wielogodzinne oględziny, całodniowa obserwacja są równe zabezpieczeniu meczu piłki nożnej? Nie da się tego określić. Z zasady nie oceniam tego co robi ktoś z innego pionu/wydziału. Oceniam natomiast to na czym się znam i o czym mam pojęcie i wiedzę. Oczekuję by wszyscy pracowali dokładnie i sumiennie, a jeśli wymaga tego sytuacja dawali z siebie 110%.

http://dochodzeniowka.pe.hu/wp-content/uploads/2016/09/buried-paperwork-1.jpg

Dochodzeniowca widzisz jako człowieka, który nigdy nie wychodzi z biura, pije  setną kawę i przerzuca drugą tonę akt. Poza tymi ogólnikami dodałbym proste i bardziej złożone przesłuchania, drążenie tematu na podstawie znikomych śladów, analiza materiałów, prowadzenie oględzin razem z technikiem lub często bez technika, prowadzenie eksperymentów procesowych, konfrontacji, badań w postaci sprawdzania śladów daktyloskopijnych ( za pomocą odpowiednich organów – laboratoriów, biegłych ), sprawdzania innych śladów, a także co wynika z tych wszystkich czynności potwierdzanie lub zaprzeczanie przedstawianym wersją. Najważniejsze w tej pracy jest podejmowanie decyzji. Każda czynności wymaga podjęcia decyzji oraz przeanalizowania czy da nam oczekiwany efekt, czy jest zasadna i czy (uwaga) nie jest zbędna. Jest to dość ogólnikowy opis jednak oddaje sens myśli, którą chcę przekazać.

Każdemu z nas służba potrafi płatać figle, jeśli tak można to nazwać. Często w najmniej oczekiwanym momencie zostajesz wysłany na interwencję, która trwa i trwa, i trwa, a Ty już “po służbie”, a ona nadal trwa. Kończysz interwencję, zdajesz papiery i idziesz do domu zapominając po drodze o tym co Ci się dzisiaj trafiło. W dochodzeniówce jest podobnie z małym wyjątkiem. Dochodzeniowiec jedzie na zdarzenie, gdzie cudem jest jeśli technik jest przed nim lub razem z nim dojeżdża na miejsce. Tą kwestę pominiemy. Obsługując zdarzenie musi zwykle przesłuchać kilka osób, zrobić oględziny i w miarę możliwości udzielić pomocy prawniczej, a na pewno udzielić informacji co robić dalej. Te czynności nie trwają godziny. W sprawach nieskomplikowanych wprawiony dochodzeniowiec sprawę ogarnie w miarę szybko, możliwe, że w godzinę się zmieści ale niekoniecznie. Niestety “łatwych” zdarzeń jest coraz mniej, a społeczeństwo coraz więcej oczekuje od Policji, do tego brakuje “wprawionych” dochodzeniowców, więc to wszystko przekłada się na kolejne minuty i godziny pracy. po 8 godzinach służby są zwykle dwie kolejne. Przyjęło się w naszym środowisku, że na zdarzenia nie wysyła się policjanta, który kończy służbę ale czasami sytuacja wymaga zaangażowania wszystkich sił i środków. Przyznaję, że takie akcje zdarzają się nieczęsto. Nie zmienia to jednak tego, że dochodzeniowiec i tak siedzi po godzinach. Dlaczego? Ot

http://warminsko-mazurska.policja.gov.pl/dokumenty/zalaczniki/32/32-27051.jpg

óż ma tyle spraw, że 8 godzin pracy (bez ściemniania) to często za mało, bo spraw przybywa, ludzi brakuje, a “góra” naciska. Te godzimy raczej nie są nigdzie ujmowane, bo “jeśli się nie wyrabiasz, to twoja sprawa”. Zauważyłem, że Policjanci zaczynają walczyć o swoje prawa i wpisują każdą jedną godzinę, bo rodzina też wymaga poświęcenia jej czasu i powinna być na pierwszym miejscu.

 

Nie chcę tutaj gloryfikować dochodzeniowców, bo każdy pion rządzi się swoimi prawami. Chcę zauważyć, że patrolowiec zamykając szafkę zamyka pracę, dochodzeniowiec zamykając szafę, sprawdza czy o czymś nie zapomniał i planuje kolejny dzień, a w drodze do domu myśli jak rozgryźć tą czy inną sprawę.

“Wszędzie dobrze tam, gdzie nas nie ma”

Wspominałem już o tym, że “wszędzie dobrze tam, gdzie nas nie ma”, za przykład podam historię mojego kolegi, którą wielu obecnych dochodzeniowców może uznać za swoją. Kolega przyszedł do Wydziału Kryminalnego z Oddziału Prewencji, “skorzystał z oferty” wyrwania się z Oddziału. Wydział Kryminalny łączy pion dochodzeniowy i operacyjny. Mówiąc kolokwialnie, posadzili za biurkiem, dali kwity i kazali robić. Na tym historia mogłaby się zakończyć. Jednak chcę poruszyć tutaj ważną kwestię, którą jest nie tyle brak znajomości przepisów czy ogólnej wiedzy dochodzeniowej co brak jakiegokolwiek przygotowania do tej pracy. Trzymajmy się zasady, że nikt nie jest wszechwiedzący i nie urodził się z aktami w rękach. Obiecano mu stabilne godziny pracy, ciepły pokój, mało zdarzeń i ciekawe sprawy. Z tego wszystkiego potwierdziły się dwie rzeczy, pokój faktycznie jest ciepły ale co z tego jak on rzadko w nim przebywa, bo ma takie sprawy, które musi realizować w terenie lub po prostu obsługuje dużo zdarzeń. Co do drugiej rzeczy to można powiedzieć, że sprawy są ciekawe ale dla “młodego” dochodzeniowca. Po miesiącu kolega stwierdził, że chce zrezygnować i może pracować dalej “na ulicy” ale niestety “system” go wciągnął i prędko nie odda. Policja to formacja hierarchiczna i  o określonej strukturze. Bez zgody komendanta nigdzie się nie ruszysz i tak też było w tym przypadku. Kolega pogodził się ze swoim losem i o dziwo polubił dochodzenia. Teraz z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że jest na prawdę dobrym gliniarzem i wie co robi.

Na podstawie powyższej historii można przyjąć tezę, że z czasem każdy sobie poradzi w prowadzeniem postępowań i rzeczywiście tak jest, bo to kwestia wypracowania stylu pracy i pewnych algorytmów ale nikogo nie zmusi się do lubienia tego jeśli sam tego nie chce. Można pójść dalej i stwierdzić, że jeśli ktoś nie lubi tego co robi to jest nieefektywny i nie angażuje się w pracę.

Prawdą jest, że “papierologia” nie jest dla każdego, bo wymaga ona kreatywności (wbrew pozorom) i kojarzenia faktów co wielu policjantom przychodzi z wielkim trudem.

Na to kto gdzie będzie pełnił służbę my, szeregowi policjanci mamy akurat najmniej do powiedzenia jednak słyszałem o przypadkach, gdzie przełożeni dawali możliwość wyboru, a jeśli komuś coś nie przypadło do gustu do mogli się przenieść do innego pionu.

O dochodzeniach i nas dochodzeniowcach jeszcze na pewno przeczytacie.

Jerry.